poniedziałek, 15 października 2012

Fotki z przeszłości - Rozdział drugi cały


Gwoli wyjaśnienia to tylko "szkic" .

 .
 .
Dobrze wiedziała co robi wybierając tą restaurację. Pomieszczenie o wysokim suficie rozświetlone zwisającymi nisko żyrandolami rzucające półmrok na pomieszczenie. Miejsca oddzielone od siebie kotarami w stonowanej zieleni, stoliki zakryte białymi obrusami wyszywanymi srebrnymi nićmi i świece zdobiące każdą lawę nadawały temu miejscu specyficzny charakter. Poruszając się głównym szlakiem nie widzieliśmy kto zajmuje kolejne loże, dopiero zbliżając się bliżej kotary ujawniały kolejnych bywalców lokalu. Z każdym krokiem obserwowałem wzrastające podenerwowanie u Sary. I każdy oddech odpoczynku, gdy na kolejnych miejscach nie było samotnej kobiety. Mijaliśmy biznesmanów, parę zakochanych, jakieś małżeństwo sądząc po obrączkach i samotną kobietę, która podniosłą podenerwowanie nie tylko mi. Do końca sali tylko dwa miejsca, Judyta wybrała miejsce specjalnie abyśmy mogli bardziej swobodnie rozmawiać. Prawie byliśmy i celu, poprosiłem kelnera aby pojawił się za parę minut. Nie wiedziałem jak będzie przebiegać spotkanie. Stałem z prawego boku mojej żony. Stolik zajęty przez Judytę był po lewej, siedziała na wprost i gdy tylko nas zobaczyła wstała się przywitać. Ubrana w czerwoną, jedwabną suknię pełną falban sięgającą do samej podłogi z bardzo wysokim wycięciem eksponującym jej zgrabne nogi na wysokiej szpilce. Dekoltem jak zawsze musiała świecić gdzie się dało, stąd wielkie wcięcie sięgające niemal do pępka. Odkąd pojawiły się takie stroje zastanawiało mnie ile trudu Kobiety muszą włożyć aby nie zgubić biustu poruszając się. Na szyi miała zapewne bardzo drogi naszyjnik z pereł i śmiałbym sądzić że ważył z pół kilo. Wszystko na pokaz nawet fryzura, jak zawsze ruda tylko tym razem przycięta do ramion. Nie jeden mężczyzna widząc te dwie kobiety z którymi teraz byłem bez wahana pobiegłaby za tą w czerwonym. Ja byłbym tym odmieńcem wybierającym moje słoneczko. Kruczowłosą z delikatną czarną kredką pod okiem i szczerym uśmiechem. Chociaż teraz ten uśmiech gdzieś znikł. I nie ma się co dziwić, sytuacja napięta a ruda nieszczerze się uśmiecha.
- Witam was moi mili. – wyrwała się do podania ręki Sarze.
-Czy mili się okaże.- odpowiedziałem bez namysłu na jej uśmieszek. – Saro to właśnie jest Judyta. Judyto…
-Sara.- przerwała wtrącając mi się w zdanie.  Podała mi dłoń z gestem nakazującym ją ucałować lecz tylko ją uścisnąłem. Co przyjęła z przełknięciem śliny. – Usiądźmy. –Zaproponowała.
Gdy siadaliśmy przyszedł inny kelner przyjąć zamówienie. Sara podziękowała i poprosiła aby pojawił się za pięć minut.
-Dawno się nie widzieliśmy Atanelu.
-Prawda- Odpowiedziałem, przypominając sobie nasze ostatnie spotkanie na pogrzebie ponad dwieście lat temu. Nie chciałem do tego wracać. Tym bardziej, że przez ponad pięćdziesiąt lat myślałem, iż śmierci Dagny była winna właśnie Judyta. Co prawda po połowie wieku zebrane dowody uniewinniły ją. O tym może kiedyś indziej wam opowiem. Spojrzałem na Judytę później dłużej na Sarę.
-Bardzo dawno? – zapytała Sara.
-Dwieście trzydzieści trzy lata temu. Na pogrzebie Dagny z domu Tarczyk Byłej żony Atanaela. – musiała to powiedzieć pełnym akcentowanym na żona zdaniu.
- To prawda. – przyznałem wyrazem pokory.
- To mamy dwójkę wariatów.- reakcja Sary jakiej się nie spodziewałem- może jestem w jakimś cholernym mamy cie? Pewnie tak, przecież prowadzisz castingi.
-Tylko wtedy, to mnie by wkręcali.
-Nic jej nie powiedziałeś wcześniej. Dlaczego? – dodała oburzona Judyta. – Zrobiłeś to wczoraj?
-Nie, dziś. - odpowiedziała za mnie Sara. – ładne żarty, nie mam słów.
-Poczekaj do jutra, a sama zobaczysz. Dziś jestem bardzo blisko niego i zmiany już widać. Kurze łapki znikają. –stwierdziła gładząc się palcem pod okiem.- Przyjrzyj mu się.
Odwróciłem twarz w stronę Sary. Nasz wzrok się spotkał a później jej zielone oczy zaczęły biegać po mojej twarzy. Z każdym obiegającym mnie spojrzeniem czułem wzrastającą w niej niepewność.
-Już widzę.- wypowiedziała powoli dotykając mego policzka- pod wieczór już zawsze byłeś lekko szorstki na twarzy.
-To go jeszcze dziś sprawdź w łóżku.
-Judyta. – Powiedziałem podnosząc nieco głos, ale nie gniewałem się. Tak naprawdę stęskniłem się za tą niesympatyczną, rudą babą. Miała to coś w sobie, co przyciągało facetów. Nie powiem, może i coś by między nami było, gdyby okoliczności naszych jakże rzadkich spotkań były bardziej sprzyjające. Niestety zawsze wynikała z tego jakaś afera. I tak samo czułem i dziś.
-Już ja to sprawdzę. – uwierzcie mi zabrzmiało bardzo, bardzo prawdziwie. –Tylko z dziećmi to chyba grozi sądem.
-Masz co najmniej pół roku. To ile masz lat Saro, bo mi się już rachunki mylą.
-Trzydzieści cztery lata.
-Młodziutka.
-A ty ile babciu? – Rozmawiała jakby nic się nie stało a owa sytuacja była normalną. Lubiła sny kontrolowane, tam takie zakrzywienia rzeczywistości były na porządku dziennym. Ale to nie był sen tylko chora rzeczywistość, której nie mogłem zweryfikować.
-Urodziłam się w tysiąc dwieście czterdziestym roku. To mam lat…
-Siedemset siedemdziesiąt jeden, –Przerwałem nie mogłem tak długo czekać - a ja jestem o sześć lat młodszy.
-Siedemset sześćdziesiąt pięć, ładna liczba. – Stwierdziła Sara, która tak jak ja miała bzika na punkcie szukania powiązań liczb z rzeczywistością. Tylko ja szukałem odpowiedzi a na konkretne pytanie a ma luba bawiła się nimi dla samej zabawy. Zawsze była zdania, że może kiedyś przypadkiem odkryje jakiś wzór który podbije świat. Jak miałem jej powiedzieć, że przez pewien czas miałem okazję jako stary dziadek pracować w Biurze patentowym z pewnym Albertem. Wesoły człowiek, trochę dyslektyk i cwaniak. Myślicie, że ten wzór wymyślił sam on, a nie ktoś kto przyszedł owy patent zarejestrować? Sam nie wiem. Nigdy mu do końca nie ufałem, był zbyt wesoły a ja miałem już swoje lata i przez tyle wieków poznałem się na ludziach pracując w różnych krajach.
Rozmowa do końca kolacji przebłagała dość spokojnie. Poruszane były niektóre nasze wpadki z czasów pierwszej wojny światowej, oraz to w jaki sposób omijałem służbę wojskową czy jak zdobywałem dokumenty tożsamości. To były czasy. Chociaż każde następne są coraz ciekawsze pod względem technologicznym jednak pod względem zachowania ludzi coraz gorsze. Teraz każdego można kupić. I doszło do tematu pieniędzy. Wydało się jaki to jestem obrzydliwie bogaty.
-Masz tyle pieniędzy a nie możesz pomóc biednym dzieciakom z sąsiedztwa? –Zaprotestowała w trakcie rozmowy Sara.
-Niestety nie, pieniądze służą mi jako zabezpieczenie na przyszłość. A otwarcie kolejnego schroniska dla biedniejszych nic nie zmieni. Wręcz przeciwnie, wszystkie lata spędzone na ziemi nauczyły mnie, że ci co pracują to mają a ci co nie pracują mieć nie powinni.
-Dobra skończ, znam twoje zdanie na ten temat. – mieliśmy okazje nie raz rozmawiać o takich sprawach, jednak posiadany majątek stawiał mnie w zupełnie innym świetle. Całe lata na niego pracowałem. Maiłem firmę samochodową którą podczas wojny przejęło państwo. Później znów dorobiłem się fortuny a pieniądze odkładane w banku Szwajcarskim mają się dobrze i stale pączkują. Gdy kiedyś pracowałem w Rosji przy wydobyciu diamentów byłem milionerem jednak banki zawodziły i po sławnym napadzie straciłem wszystko. Teraz tylko żyję z procentów i codziennej pracy która jest oderwaniem od nudy. A na dostatek nie możemy narzekać, jeszcze by brakowało aby się nam w głowie poprzewracało.
- Oj przestańcie, Jest powód dla którego się spotkaliśmy. Ale to nie ja zarządziłam spotkanie tylko wy.
-Tak, bo widzisz ja nie chcę teraz odmłodnieć. Ja chciałbym…
-Chciałbyś być przy Sarze- przerwała – i żyć z nią do śmierci. Tylko widzisz, ja poznałam bardzo atrakcyjnego i młodszego bruneta. I chciałabym z nim być. Jest już prawie mój.
-Młodszego a to dobre. Ale widzisz ja już jestem z Sarą. – powiedziałem chwytając Sarę za ręce.
-No znaczy ja już z nim jestem, ale nie chcę być przy nim taka stara.
-Przecież masz na oko trzydzieści pięć lat, to nie jest chyba wielka różnica. A on ile ma lat? – zapytałem.
-Dwadzieścia jeden.
- I specjalnie przyleciałaś z Ameryki Południowej na casting aby się ze mną spotkać i odmłodnieć zamiast przebyć kawałek drogi do ameryki północnej. Wiesz co, ja myślę, że te odwiedziny nie są przypadkowe.
- Bo widzisz, ostatnie nasze spotkanie nie było zbyt w porządku, myślałam o nim dużo. To szybkie pożegnanie, łzy i w ogóle.
-To nie jest sednem twych odwiedzin. Bo przyleciałaś tylko na casting i wróciłaś czułem to jak się zmieniałem. I czułem jak dziś rano wróciłaś. Zaraz po tym jak się przebudziłem.-Sara wytrzeszczyła oczy to na mnie to na Judytę.
-To wy się czujecie? W sensie takim duchowym.
-Można tak powiedzieć. Nie czujesz takiego zmęczenia jak się ma po nieodpowiedniej stronie globu. Budząc się nie czujesz, że coś cię strzyka w plecach. Nie ma się bólów głowy i choroby mijają. –przytaknąłem i powróciłem do tematu który opuściła.
-To przyjechałaś mi powiedzieć , że chcesz odmłodnieć, ale nie chcesz się zgodzić na to, że mi się ten pomysł nie podoba.
-Tego nie powiedziałam. –zamyśliła się na chwilkę- Myślałam, że jesteś sam to tobie to różnicy nie zrobi i chciałam zapytać czy się zgodzisz.
-Ale jakoś przez te dwieście lat, kilka razy o tym nie pomyślałaś? Wiesz jak musiałem zaginać czasoprzestrzeń aby w czasie wojen nie brali mnie do tego cholernego wojska?!
-Przecież niedawno wspominaliśmy o tych czasach i nie ugodziło cię to tak bardzo.
-Bo nie chciałem do tego wracać, wiesz jak to jest być zamkniętym w celi z ludźmi którzy starzeją się a ty nie. Wiesz jakie jest  zdziwienie strażników którzy wypuszczają młodszego człowieka niż przed laty. Dokumenty się nie zgadzały i kolejne przesłuchania kim jestem. Ale dość o tym.
-Ale przecież teraz pytam. –widziałem, że zależy jej na pozytywnym rozpatrzeniu prośby. Ale i tak bym nic nie wskórał, bo to, że ja przeniosę się gdzieś indziej nic nie zmieni, starzenia się nie zmienię młodnienie i owszem. Wiedziała, że jest na wygranej pozycji mimo to pytała.
-Wiesz, wkurzyłaś mnie, nie tylko mnie ale i moją żonę.
-W takim razie do zobaczenia za jakieś czterdzieści lat. – wstała i chciała wyjść, złapałem ją za rękę. Długo się nie widzieliśmy a sprawy tak zostawić nie można. W głowie szybko kalkulowałem czas i prędkość w jakim młodniejemy i wymyśliłem.
-Wkurzyłaś nas. –trzymałem mocno jej rękę – ale jutro tu się znów spotkamy- dodałem z miłym uśmiechem. Bo naprawdę chciałem ją jutro jeszcze zobaczyć. – dogadamy się. – puściłem jej rękę a ona odwróciła się i z uśmiechem pożegnała. Tylko dlaczego miała łzy w oczach, czyżby było to takie ważne. Przez chwilę siedziałem zamyślony odprowadzając wzrokiem kobietę w czerwieni a Sara wpatrywała się we mnie. Gdy to zauważyłem, widziałem jej niezadowolenie.
-Mam nadzieję, że coś wymyśliłeś. –Powiedziała z zazdrością w oczach.
-Też mam taką nadzieję. –powiedziałem chyba nie do końca przekonująco.
Poprosiłem o zamówienie taksówki w międzyczasie uiściłem rachunek za kolację. Droga do domu była w milczeniu. W domu zresztą też nie za dużo zamieniliśmy słów. Wziąłem kąpiel i położyłem się koło mojej śliczności. Energia mnie rozpierała ale nic w tym dziwnego.
-Wiesz ona mówiła prawdę o tym, że się zdrowieje, ma się siłę i lepsze samopoczucie.
-Mówiła też że nie boli głowa, a mnie głowa boli. Dobranoc. – odwróciła się plecami do mnie i próbowała zasnąć, przytuliłem ją ramieniem i sam chciałem zasnąć. Było mi ciężko, głowę miałem pełną myśli sprzecznych ze sobą, ułożyłem tysiące powodów dla których Judyta dała o sobie znać. Jutro muszę przekonać ją do zmiany swojego zdania. Wydaje mi się, że to będzie trudna rozmowa.

czwartek, 11 października 2012

Fotki z przeszłości - Rozdział pierwszy cały


Gwoli wyjaśnienia to tylko "szkic"


.
.

-Atanael skąd masz te zdjęcia? – Doszedł do mnie jej miły głos zasnuty poranną chrypką.
-Jakie zdjęcia, kochanie?- Zerwałem się z łóżka i ruszyłem w stronę jej głosu. Przechodząc przez korytarzyk łączący sypialnię z pokojem dziennym mogłem się tylko domyślać o jakie zdjęcia pyta. Wszedłem i stanąłem bosymi stopami na miękkim dywanie z wełny. Siedziała tyłem do mnie w ręku trzymała fotografie których nie chciałem jej pokazywać. Była skąpana w porannym słońcu wpadającym przez wielkie okno wschodniej ściany budynku. Odwróciła się uśmiechnęła.
- Dlaczego wcześniej mi ich nie pokazałeś? To twój tata?- zapytała wyciągając do mnie rękę z fotografią. Odebrałem zdjęcie i podałem jej rękę aby pomóc wstać, popatrzyłem na fotografię i odwzajemniłem uśmiech którym mnie obdarowywała.
-Więc to jest twój ojciec. –Stwierdziła z nutką zaniepokojenia w głosie.
-To nie jest mój ojciec. – Odpowiedziałem z smutkiem rysującym się w oczach.
-Nie rozmawialiśmy o twoim ojcu, milczałam bo nie chciałeś poruszać tego tematu. Rozumiem. Tylko widzisz… -zamilczała na chwilę – smutno mi się robi kiedy widzę, łezkę w twoim oku. –stałem jak wryty, dlaczego wyciągnęła ten karton ze zdjęciami. Był ustawiony za książkami których tematyka nie bardzo ją interesowała. Jej uśmiech splatał się ze smutkiem i wyrozumiałością. Powiem jej wszystko.
-Nie.
-Co nie?-zapytała.
-Nie mogę tak dłużej, już raz to zrobiłem. Ale ciebie tak bardzo kocham że nie potrafię dalej utajać tego wszystkiego. Jest mi z tym bardzo ciężko i nie potrafię dalej tak okłamywać. Nie ciebie.
-Ale o co chodzi? – jej twarz kreowała najgorsze scenariusze. –Jak okłamywać?
-Widzisz znamy się sześć lat, od czterech lat jesteśmy po ślubie. –milczała, nie przerwała mi, taka miała naturę. – od pięciu lat mieszkamy razem.
-Tak? Co masz mi do powiedzenia słucham? – widziałem zakłopotanie na jej twarzy, musiałem zrobić to szybko, wydusić to z siebie aby nie było jak poprzednim razem.
-Na tych zdjęciach jestem ja. – wiem zwariowałem mówiąc jej coś takiego.
-Co? Przecież widać, że to twój ojciec, jesteście tacy podobni.
-To jestem ja i nie zwariowałem, wysłuchaj mnie proszę. – ż każdym słowem byłem coraz bardziej pewny że to był błąd. Mogłem opowiedzieć coś o swym ojcu którego nie było na tych fotografiach. Mogłem, nie zrobiłem tego.
- Mów, słucham ciebie.- Widziałem jak zaczynała się gotować, nie wiem co przyszło jej do głowy ale mogłem się domyślać. Poznałem ją na jednym z castingów do mojego filmu. Była cudna, czarująca bijąca seksapilem tylko nie wiedziałem jeszcze, że jest taką wspaniałą kobietą. Ostatnio miałem casting do rozbieranych scen, mogła coś pomyśleć. Zacząłem bardzo szybko mówić.
-Na zdjęciu jestem ja, od ponad siedmiuset lat starzeję się i młodnieję.
-Zwariowałeś?- przerwała mi- Obudź się jest dziewiąta rano, sobota.
-Wiem jaki mamy dzień, wysłuchaj mnie a później zrobimy śniadanie.-niechętnie przytaknęła i usiadła na białym dywanie w siadzie tureckim, dołączyłem do niej, złapałem jej dłoń i kontynuowałem- Na wszystkich fotografiach jestem ja.
-Fotomontarze, zawsze cię to interesowało. –przerwała – zawsze miałeś bzika na punkcie komputerowej obróbki fotografii.
-O tak bzika mam. Lecz na fotografiach jestem ja nie przerabiany w żądnym programie.- słuchała i nie przerywała.- opowiem tobie historię której sam do końca nie rozumiem.
-Starzeję się i młodnieję w zależności od tego gdzie aktualnie mieszkam. A dokładniej gdzie aktualnie mieszkamy.
-Mieszkamy?
-No nie dokładnie ty i ja lecz ja i pewna kobieta, która ma ten sam problem.
-No ładnie, kobieta czego się jeszcze dowiem?
-Kobietę tą widziałem w życiu czternaście razy.
-Uuu ciekawie czternaście razy- zaczęła się denerwować- mów dalej słucham.
-Starzejemy się i młodniejemy w zależności od tego na której półkuli ziemi się znajdujemy. Pamiętasz moje gwiazdozbiory na ciele? Nie są przypadkowe. – odsłoniłem ranię na której piegi rysowały konstelację wielkiej i małej niedźwiedzicy.
-Piegi, to przypadek, a ty chyba wstałeś lewą nogą.
-Zamieniając się miejscem zamieszkania, zyskuję lata wstecz. Ona ma niebo południa na swym ciele a na jej ramieniu widnieje krzyż południa podobnie jak u mnie mała niedźwiedzica.
-No ciekawie, opowiadaj. – dodała z przekorą ale dużo bardziej wyrozumiale niż kobieta sprzed prawie czterystu lat.
-Dokładniej moje lata płyną wstecz dwa razy szybciej niż do przodu. Nie raz zastanawiałem się dlaczego mi to robi. Chce być wiecznie młoda. Dlatego nasze lata wahają się w granicy do dwudziestego do trzydziestego piątego roku życia.
- Chcesz mi wmówić, że jakaś panienka decyduje o tym ile masz lat?
-No nie do końca bo ja również mogę mieć na to wpływ.- patrzyła na mnie jakbym okazał się zupełnie kimś innym. Tak było.- Bardzo mi głupio, bo nie potrafię tego lepiej wytłumaczyć. Ostatnio mam kontakt z Judytą. Tak ma na imię. Od czasu kiedy to przypadkiem natrafiła na mnie podczas castingu.
-Przypadkiem?
-Pewnie nie do końca, obecnie moje lata lecą wstecz gdyż ta dziwna równowaga została naruszona.
- Nie dobijaj mnie, ty młodniejesz, ja się starzeję, jakaś babcia jest młodsza ode mnie a ty jesteś starym dziadem, tak? Tak mam to rozumieć?  -układała sobie coś w głowie z niedowierzaniem.
-Udowodnię to tobie. –Musiałem się ogolić a zarost nie pojawiał się . Tak samo z paznokciami pozostawały tej samej długości co sześćset lat temu przysporzyło mi kłopotów. – Zabiorę Ciebie na wycieczkę, tam nie będę się golił i zobaczysz, że zarost się nie pojawia.
-Przecież ty i tak się nie golisz od trzech dni.
-Od czterech.- Poprawiłem ją.
-Ale nigdzie nie jedziemy, nie jestem pewna czy chcę. –to wydało mi się zrozumiałe, dziwne historie, bajki nie z tej ziemi jakaś nieznajoma kobieta i niebo łączące nasze ciała.
-Dobrze. –odpowiedziałem, uśmiechnąłem się i wstałem z podłogi. Udałem się wypełnić czynności związane z poranną toaletą i przygotowałem śniadanie.
-Naleśniki! -Zawołałem z kuchni.
-Dobrze!- odpowiedziała a później doszło mnie coś na kształt „dobrze dziadziusiu”?
                Nie przychodziła. Usiadłem i przyglądałem się gorącej parze kłębiącej się nad filiżanką herbaty. Zastanawiałem się czy dobrze poczyniłem. Ale jeśli powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B.
-Będzie zimna herbata! – nie odpowiedziała. Przeszedłem do pokoju w którym była. Siedziała i wpatrywała się w jedno zdjęcie. W kadrze fotografii trzymałem kija z żyłką bo w profesjonalny sprzęt nie miałem czasu zaopatrzyć się tamtego lata. Mój lewy profil i ramię z znajomą konfiguracją gwiazd zarurowały doszczętnie jej odpowiedzi. Przysiadłem obok niej i przytuliłem swym ramieniem. Zdjęła mą rękę popatrzała ma mnie załzawionymi oczami i wyszeptała.
-Mam nadzieję, że to tylko głupi żart. – milczałem chwile razem z nią złapałem jej rękę i przejechałem jej dłonią po mym ogolonym policzku na którym również pojawiły się łzy. Dotknęła mnie druga dłonią. Wytarłem jej łzę spływającą po prawym i powiedziałem łapiąc uśmiech.
-Herbata stygnie, a zimne naleśniki nie są zbyt smaczne.
                Uśmiechnęła się i wstała równo ze mną. Jedliśmy śniadanie w milczeniu, byłą godzina dziesiąta. Nagle zapytała.
-Dlaczego mówisz mi to dopiero teraz.
-Bo myślałem, że razem się zestarzejemy.
-I ja odejdę z tego świata wcześniej…- milczeliśmy dalej, minęło tyle lat a ja nadal pamiętałem śmierć kobiety, którą kochałem. Sonie też bardzo kocham, to jest prawdziwa miłość ale inna od wszystkich poprzednich. Wszystkich które przytrafiły mi się przez te minione lata.
-Nie do końca jest tak jak mówisz. Mi też jest trudno z tym żyć. To jest chore.
-Chore? Tylko tyle? Nie próbowałeś w jakiś sposób dowiedzieć się dlaczego tak się dzieje? – Zamilczała na chwilę łapiąc głębszy oddech- O ile tak się dzieje. – Obserwowałem ciągłe niedowierzanie z jej strony i nie mogłem nic zrobić.  Nic, bo po raz drugi zrobiłem z siebie samolubnego dupka wciągającego w to miłość mego życia, kolejną miłość mego okropnego życia.
-Myślisz, że nie próbowałem? I to nie raz. Lecz od około stu pięćdziesięciu lat nie mam na to siły. Żyję i staram się cieszyć tym życiem.
-Cieszyć? To dobrze się bawisz mówiąc mi takie rzeczy. – zawsze spokojna czasem popadająca w zdenerwowanie z poważniejszych przyczyn teraz zaczynała kipieć. Może nie rzucała przedmiotami, filiżankami czy talerzami, ale wiedziałem, że jest zła, bardzo zła lecz nadal opanowana. Zbierałem chwilę myśli.
-Bo ja cię kocham.
-Ja ciebie też. Tylko takie coś, sama nie wiem co mam myśleć. – zacisnęła wargi – Może powinnam się leczyć? – Zawsze w naszych sprzeczkach wszystko co chciała mi wygarnąć brała na siebie.
-Nie, po prostu zrozumieć, że nie mogłem cię dłużej okłamywać. Byśmy się razem zestarzeli a potem…- ugryzłem się w język.
-…potem byś patrzył jak umieram i cieszył się powracającą młodością. –dokończyła zdanie- Piękna perspektywa.
-Potem bym błąkał się po świecie starając się znaleźć choć trochę zrozumienia.
- To jak to sobie teraz wyobrażasz? – Zapytała z oczami przeszywającymi mnie na wylot.
- Muszę zatrzymać, tą całą magię. Skontaktuję się z Judytą i namówię ją do powrotu do domu. – wiedziałem, że nie będzie to takie proste ta kobieta zawsze robiła mi pod górę. Żyła dalej nie zważając na kulę przyczepioną do nogi. Na mnie uzależnionego od niej.
-Nie będzie to łatwe, jak mówiłeś.
-Wiem. –odpowiedziałem wyciągając telefon z kieszeni spodni.
Skontaktowałem się z Judytą, zamieniłem kilka zdań, absolutne minimum. Ustaliłem miejsce spotkania i uprzedziłem że pojawienie z Sarą moją żoną. Sara nie była zbyt chętna na taki wypad lecz zbytnio nie protestowała gdy ustalałem nasze wspólne spotkanie. Do późnego południa oglądaliśmy telewizję a w czasie reklam  wspominaliśmy nasze wspólne wypady na wakacje. Przyszła godzina wyjazdu na spotkanie. Ekskluzywna restauracja wybrana przez Judytę wymagała stosownego doboru kreacji w której wypadałoby się tam pokazać. Moja Tweedowa marynarka była nowa. I to tyle w kwestii mojego ubioru, bo co ja tam wiem o modzie. Sara natomiast prezentowała się prześlicznie w ciemnofioletowej sukni z wycięciem na plecach sięgającym niemalże do końca wcięcia w talii. Była prześliczna. I pewnie dlatego Judyta wybrała tą restaurację. Chciała zobaczyć  tą moją miłość życia. Wybraliśmy się na spotkanie taksówką. Dotarliśmy na miejsce, oddaliśmy płaszcze w szatni i po podpisaniu się na listę gości ruszyliśmy za kelnerem do stolika przy którym była ona.

wtorek, 9 października 2012

Z sercem do pracy :)




Godzina trzynasta, wtorek. Troszkę się pozmieniało, czekam na telefon, bo z tego co się dowiedziałem mam iść do pracy dziś tylko nie wiem o której godzinie. Bardzo prawdopodobne, że na drugą zmianę. Czyli dopełnić formalności i zabrać się od razu za naukę na stanowisku pracy, co gdzie i jak. Poniedziałkowy poranek spędziłem w szpitalu. Bardzo miłe osoby tam pracują, zostałem obadany osłuchany nawet rentgena klaty mi zrobili i dokładnie osłuchali serce. Diagnoza, która została przeprowadzona wykazała, że gdybym miał problem z sercem to nie męczyłbym się z tym aż tyle dni a dużo wcześniej padł na zawał. Wniosek nasuwał się Ślicznej pani doktor jeden, to musi być coś z kręgosłupem. No i proszę bardzo wszystko się poukładało. Pięć tygodni temu zaczynałem trening brzucha, ach czego się nie robi dla kobiet. Po dwa treningi na dzień nie jeden jak w instrukcji, Bo co ja nie dam rady? I pewnego dnia najwidoczniej przegiąłem w dosłownym tego słowa znaczeniu. Teraz gdy napnę mięśnie pleców to nawet czuć jak coś strzela. Ból pojawia się przy pewnych postawach a znika gdy się przeciągnąć do tyłu. Nie skierowano mnie na żadną rehabilitację, zapisano ketonal i do domu. Ale skoro to coś z plecami, to może jednak jakieś ćwiczenia, pomachałem trochę łapkami, zrobiłem sobie rozgrzewkę i spałem spokojnie. Na razie jest spokój chociaż czuję plecy i czasem kłucie wskazujące w mojej ocenie na serce, ale dużo mniejsze. Acha mam zapisany ketonal, on jest na ból a skoro ten jest dużo mniejszy po rozgrzewce to po co go brać? Podobno jeśli nic Cię nie boli to nie żyjesz. Tak troszkę z innej beczki, spotkałem w szpitalu pielęgniarki o doktorki które się mną zajmowały ponad półtora roku temu jak odwiedzałem izbę ratunkową po napaści na mnie. Ówczas jedna z pielęgniarek powiedziała mi patrząc na opuchniętą twarz, że: (fragment wyrwany z rozmowy)"...jak facet ma szpakowate włosy to przyciąga więcej kobiet." Wtedy odpowiedziałem "Dziękuję za komplement, chętnie bym dał pani mój nr telefonu ale tak się składa, że mi go ukradli :)"
Wywołało to uśmiech na jej twarzy a później śmiech którym mnie zaraziła a ten przeistoczył się w krwotok z nosa. I tak po przeszło roku znów się spotkaliśmy. Ona mnie nie pamiętała, bo pewnie takich gagusiów jak ja jest pełno. Ale przypomniałem jej sytuację proponując numer. Nie wzięła, bo wiedziała, że żartuję. Ze zdziwieniem zapytała, jak to jest, ze skoro boli mnie serce to się jeszcze mam siłę śmiać. Tak wiem ciężko było przedrzeć się przez grymas do uśmiechu i nie będąc pewnym jak zinterpretowała te słowa do wcześniejszej propozycji numeru telefonu odpowiedziałem.
"Uśmiech an twarzy kiedy w sercu jest ból to najtrudniejsza z życiowych jest ról"