Jestem jak woda. Szukam sposobności na życie każdego dnia
aby najmniejszym kosztem dojść do swego celu. Jestem cieczą drążącą w kamieniu
swoje idee. Nie poddaję się nawet gdy muszę płynąć pod górę. Wiem, że z rozpędem
jaki mi towarzyszy podpłynę pod każde wzniesienie. Przy każdym wodospadzie
trudności łapię tlen i pozawalam żyć rybom pływającym w moim otoczeniu. Jestem
jak deszcz uderzający w policzki spragnionych w letnie dni. Przynoszę ukojenie z
każdą kroplą gdy otacza mnie ciepło. Ty jesteś Ciepłem które mnie ogrzewa. Nie
pozwalasz abym spadał w postaci gradu niszcząc wszystko czego się dotknę.
Łagodzisz każdy mój cios zamieniając go w upominające łzy pogody. Zamieniasz
moją postać lodu w wartki strumień pełen życia. Pozawalasz aby inni cieszyli się obcując ze mną bezpośrednio a nie zza grubej tafli lodowiska. Chronisz mnie
przed raniącymi mą skorupę łyżwiarzami. Pozwalasz abym miał równe prawa w
świecie pełnym wyzysku. Dajesz mi możliwość współgrania z chcącymi nauczyć się
pływać. Dajesz im ciepło które tylko w połączeniu naszych dwóch światów
pozwalają na uśmiech obojga stron. Chronisz wszystkich dookoła skupiając się na
mnie. Może tego nie doceniam, może za dużo uwagi poświęcam tylko sobie. Może to
dlatego, że wiosnę czuję w sercu. Każdego dnia podnosisz mą temperaturę, chcę
abyś doprowadziła mnie do wrzenia. Aby nastało lato a ja w postaci pary zawitałbym
w powietrzu i mógłbym razem z Tobą przemierzać świat podziwiając go z widoku
chmur, Ty zaś zemną zwiedzałabyś wodny świat. I tak razem byśmy trwali do
jesieni naszych dni, po to aby po zimie spotkać się ponownie i rozpocząć wędrówkę
w nieznane.
niedziela, 20 stycznia 2013
środa, 26 grudnia 2012
Łańcuch niemocy
Wiedziałem, że tak będzie. Inżynierka nie napisze się sama.
Czas do pierwszego sprawdzenia pracy jest na piątek dziś mam środę. Cały
czwartek i niepoukładane myśli. Ukochana daleko, na święta w rodzinnym domu. A
ja w swoim mobilizując się od kilku dni do pracy. Trzeba coś ruszyć i napisać.
Codziennie spoglądam na książki które wypożyczyłem. Zrobiłem postęp przejrzałem
je i już wiem co jest w każdej z nich. Ogrom materiału jaki jest w nich
wszystkich mnie przeraża. Podobno najtrudniej jest zacząć pisać a później jakoś
już idzie. Jutro cały dzień poświęcam redagowaniu. Czy uda mi się wyłuskać
około trzydziestu stron. Wątpię w to. Co prawda część już mam napisana na
brudno i należy tylko poprawić tu i ówdzie przy wklepywaniu na białą jeszcze stronę
Worda. Ale jak tu się skupić jak moje myśli przywiązane są do miłości mego
życia. Chce się wyrwać stąd i być przy niej. Jednak rozum z sercem walczy i
nakazuje stawić czoła wyzwaniu. Kiedyś wszystko było prostsze, odkładane na
ostatnią chwilę bez znaczenia czy to dokończę na czas czy nie. teraz jeszcze
presja czasu i to nie tylko takiego formalnego na złożenie pracy ale także
takiego uczuciowego. Chce to wszystko skończyć jak najszybciej aby resztę dni wolności
poświęcić mej Muzie Natchniuzie. Tylko z takim rozumowaniem jestem wstanie
działać z efektem każdy inny sposób użalania się nad odległością i czasem
oddala mnie od celu. Napisania pracy i większej ilości czasu spędzonego z nią.
Jutro postanowiłem wstać rano, jednak moje ostatnie nocne maratony przestawiły
godziny snu co przełoży się na niewyspanie i znów załamka w jaki sposób się
zmobilizować do tego cholernego pisania. Jestem zły na siebie, mój całkowity brak
organizacji doprowadził właśnie do takiej sytuacji gdzie słucham od kolegów o
ich postępach w pisaniu czy badaniach a ja jestem na pierwszej stronie, ba
nawet jej nie mam napisanej. Pisanie swoją drogą a obliczenia w programie drugą.
Nie znam tego programu, coś z niego miałem, jeden semestr. Gdzie moja znajomość
oprogramowania nie pozwala na szybkie wykonanie obliczeń. Obliczeń o których
nie mam pojęcia na obecną chwilę. No może nie tak całkiem, jakąś tam wiedzę
posiadam ale czy będzie ona wystarczająca do zbudowania schematu blokowego dającego
się bezproblemowo wyliczyć. Na dziś mam doła, rzekłbym wkurwa na samego siebie.
Dodatkowo dobija mnie fakt, że chcąc być tak zajebistym z jednej strony daję
ciała z drugiej. Bądź co bądź i tak do sylwestra się nie widzę z moją ukochaną.
A jak mawiają kocha to poczeka. Zatem do pracy bez opierdalania się. Tak już mam, że pisząc teksty motywuję się i
utwierdzam się w słuszności swego działania a może po prostu mam słabą pamięć.
Od jutra tyranka dla lepszego jutra. Ale obiecuję, że jak po skończeniu studiów
będę okradany przez pracodawcę a państwo będzie mnie okradać jak innych to
zrobię rzeźnię jak mój ulubieniec z pewnego kraju. Wszystko w imię dobra
Państwa Polskiego. No chyba, że mi się odwidzi to wyjadę z tego kraju.
Cytując cieszących się
niekoniecznie dobrą sławą: "Naród piękny, tylko ludzie kurwy."
niedziela, 23 grudnia 2012
Złamałem nogę
Droga do kościoła ze schodu na zachód po południowej stronie
ściana lasu skutecznie broniąca drogę przed promieniami zimowego słońca. Lód na
tej drodze przy lesie utrzymuje się do późnej jesieni jeśli warunki pogodowe
sprzyjają. Na normalnych drogach suchutko a tam ślisko i niebezpiecznie.
Wracając z kościoła który postanowiłem odwiedzić po uśrednieniu ośmiu latach zacząłem
się obawiać o to abym nie upadł na dupę albo nie połamał nóg. Los jest jednak przebiegły i zachwiałem się
na nierówności. Taak złamałem nogę, kiedyś skacząc na spadochronie. Dokładniej
wylądowałem pięknie, Tylko akurat nogą w kretowisko i podmuch wiatru po
wylądowaniu pociągnął mnie w taki sposób, że kość pękła wzdłuż. Wtedy o złamanej
nodze napełniony adrenaliną dokuśtykałem do samochodu. Dziś złamanie mnie
ominęło. Dostałem drugą szansę i postanawiam ją wykorzystać, chodząc do
kościoła drogą równoległą oddaloną o trzydzieści metrów. To przekłada się na czterdzieści
metrów droższą drogę, w moim przypadku, ale i bezpieczniejszą. Może czasem
warto zrezygnować z przyzwyczajeń dla lepszego zdrowia ciała i ducha? Poświęcić
tę odrobinę czasu na dłuższą drogę. Nadchodzą święta i życzę wam chwili na to
zastanowienie się nad wyborem
drogowskazu życia. Poza tym zdrowia, szczęścia w miłości i motywacji do
działania. Zastój cofa nas każdego dnia. Pozdrawiam.
wtorek, 18 grudnia 2012
Okiem na kota. - Wizyta u specjalisty i poszukiwacze kota.
Od tygodnia mam coś z oczami. Myślałem, że początkowe
swędzenie w narożu oka spowodowane jest zbyt dużą ilością godzin przed
komputerem. W razie co postanowiłem to sprawdzić i badać rozwój w oku i po
tygodniu postanowiłem odwiedzić okulistę aby zweryfikował moje przypuszczenia
co do nieprawidłowości w oczach. Posiadając dzień wolny wybrałem się z rana aby
zarejestrować się do specjalisty. Dzień wcześniej dowiedziałem się, że muszę
być przed siódmą aby dostać się w kolejkę, bo ponoć niektórzy stoją tam już od
rana. Postanowiłem być tam około godziny szóstej trzydzieści. Z rana autobusy
kursują szybciej, więc byłem tam już o godzinie szóstej osiemnaści i szok.
Byłem już dziesiąty w kolejce. Jako człowiek z rana nie wygadany, co nie znaczy,
że nie miałem ochoty komentować niektórych teksów babć i dziadka którzy byli
tam już od grubo przed szóstą. Stałem cicho przed drzwiami przychodni i
wsłuchiwałem się w historyjki zdawałoby się wyssane z palca. Ale mniejsza o to
polskie narzekanie. Najbardziej ruszyło mnie, że byłem dziesiąty pomimo tego,
że tak wcześnie wstałem. Pal licho, że byłem dziesiąty. Ale jak trzeba się
nudzić w domu aby być tu tak wcześnie. Przychodnię otworzyli o godzinie siódmej
czterdzieści... Czekanie jest mordęgą i marnowaniem czasu, żałowałem, że nie
zabrałem książki. Dziesięć minut przed otworzeniem rejestracji dziadek otwierający
pochód zniknął i zjawił się na ostatnie dwadzieścia sekund z swoją lubą
babunią. Stał specjalnie od piątej trzydzieści aby babcia była pierwsza w
kolejce. Naprawdę to mi się spodobało. I myśl o szurniętym dziadku który nie ma
co robić rano mi przeszła. Babcia weszła odraz do gabinetu i cały jej pobyt
trwał tam raptem dziesięć minut. Będąc u okienka dowiedziałem się, że jestem
trzeci. Jakie było moje zdziwienie gdy zapytawszy na którą godzinę mam się
stawić recepcjonistka odpowiedziała politowanym spojrzeniem i tekstem, przecież
jest pan trzeci a pani z nr 1 już wychodzi. Badanie trwało krótko, ciśnienie
oka, jakieś choineczki, literki i mikroskopem badanie tego co mnie swędzieć
miało, kontrast do oka na UV znów mikroskop i mały wywiad kto w rodzinie
choruje na jaskrę, więc odpowiedziałem, że babcia i wybyłem do apteki po
kropelki. 18,90zł za 3 buteleczki które mam stosować przez 4 dni a jak się
pogorszy i nie pomoże "Ratuj się pan dalej" . Co mi dolega nie wiem
do tej pory. Mam nadzieję, że pomogą kropelki. Szybko autobusem do domu i zonk.
Jakie szybko przecież na moją wiochę nic nie jedzie poczekać trzeba
czterdzieści minut. Czytałem ogłoszenia na przystanku. Komuś zaginął kot.
Naprawdę, wierzysz, że się znajdzie. Czasem mam ochotę dopisać. "Smaczny
był" albo brutalniej przykleić zdjęcie rozpłaszczonego kotka. Psa by może
ktoś znalazł, ale kota nie dorwiesz...
niedziela, 2 grudnia 2012
Warszawskie wieśniaki.
Z góry przeprasza wszystkich mieszkających na wsi oraz ludzi
godnie stąpających po ziemi. Po krainach polskich najczęściej da się słyszeć o
zachowaniu niegodnym człowieka którego korzenie wywodzą się z małych
miejscowości wsiami zwanymi. Bo to niby tak głośno do siebie krzyczą, bo czasem
kurwą rzucą czy spluną na chodnik pod nogi kobiet. Przeświadczenie dość mylne
jak się okazało po krótkiej obserwacji na dworcu PKP w Bydgoszczy. Dziś miałem
okazję tam czekać trzydzieści minut, więc postanowiłem sobie pospacerować i
poobserwować ludzi. Niedziela to ruch dość spory jak się okazało. Większość
studenci wracający do internatów, ludzie pracujący, złodzieje(bo pewnie i oni
gdzieś się kręcą), dziadki i babcie. Ale do sedna. Uwagę mą przykuły dwie
grupki ludzi jedna z wioski z tego co usłyszałem z ich rozmowy. Która, jak na
grupę pięcioosobową zachowywała się normalnie. Czasem śmiechy jakiś żart i
tyle. I druga grupa debili z Warszawy. Debili bo po imieniu trzeba nazywać
intelekt który widać z daleka. Zaznaczę, że nie mam nic do gości w dresach.
Może komuś tak wygodnie. Nie mam nic dosłuchania hip hopu czasem coś tam
posłucham ze starszych kawałków bo teraz to głównie kupa wychodzi tym nowym
twórcom. Owi pseudo raperzy (jeden ma ponoć kanał na YT) krzyczał nick jaki ma,
ale nie zapamiętałem. Coś z downem jak mi się o uszy obiło. Krzyczeli rapowali
i wulgaryzmami rzucali. Śmiecili papierkami, puszkami a kosz obok... Komentowali
ubiór ludzi, mimo iż sami wyglądali jak wycięci z teledysku z murzynami. Tylko
oni wyglądali bardziej polskie realia, biedniej bez łańcuchów i tłumu kobiet u
boku. Zdegustowało mnie to ich
zachowanie. Czasem myślę sobie. Dobrze, ze nie mam super mocy bo bym troszkę
naprostował ten margines. W zasadzie po co super moc trochę psychopaty w sobie
by się przydało... Tylko czy wtedy kim bym był? Debilem?
wtorek, 13 listopada 2012
Jak zabić patriotyzm.
Przyszła chwila na zastanowienie. Marsz niepodległości w tłumie policja przebrana za cywili. Chwila rozpętania zamieszki. Nieumundurowani zaczynają szoł. Wkraczają służby umundurowane zaś ci w cywilu uciekają na zapewne jakiś znak czarnej floty z pałami i tarczami. Przeciętny Nowak czy Kowalski jest zdezorientowany. Chce uciekać nie może, jest odcięty, więc zaczyna się bronić przed niesłusznym atakiem mundurowych. Wpuszczają gaz i wszystko cichnie. Media pięknie kreują obraz niepodległej Polski. Siedząc w domu zastanawiasz się, czy to co czujesz do Ojczyzny jest słuszne? Czy Stalin robił to samo? Nazywając faszystami wszystkich z AK? I w ten sposób wszyscy głupsi ludzie nazywali faszystą narodowca a przecież faszysta to komuch. A może za jego czasów podczas zamieszek mieli więcej jaj bo było wiadomo kto jest kto?
Po co takie przemyślenie. Przecież w tym marszu nikt nie zginął. Cieszmy się, że nazywają nas tylko faszystami. Cieszmy się złodziejstwem uprawnionym. Otwartymi granicami, przecież nie jest tak źle. Inni mają gorzej to dlaczego miałbyś/miałabyś mieć lepiej. Siedź z dupą na miejscu i ciężko pracuj a po niej ciesząc się czterema godzinami starannie wyselekcjonowanymi dla Ciebie programami w telewizji. Bój się zmienić cokolwiek. Zaprzecz jeśli się mylę, bo mylić się rzeczą ludzką. A ja młody jestem i może źle patrzę na to, w moim odczuciu, bagno. Bagno, bo jeśli nie będziesz się ruszać to być może nie utoniesz. W Państwie Polskim powinien sprawować pieczę król z twardą ręką a nie przekrzykujący się pijaczki spod budki z piwem którzy łącznie mają większe prawo głosu niż wykształcony profesor. "Aż śmiać się chce i rzygać" [cyt. A. Sapkowski]
Po co takie przemyślenie. Przecież w tym marszu nikt nie zginął. Cieszmy się, że nazywają nas tylko faszystami. Cieszmy się złodziejstwem uprawnionym. Otwartymi granicami, przecież nie jest tak źle. Inni mają gorzej to dlaczego miałbyś/miałabyś mieć lepiej. Siedź z dupą na miejscu i ciężko pracuj a po niej ciesząc się czterema godzinami starannie wyselekcjonowanymi dla Ciebie programami w telewizji. Bój się zmienić cokolwiek. Zaprzecz jeśli się mylę, bo mylić się rzeczą ludzką. A ja młody jestem i może źle patrzę na to, w moim odczuciu, bagno. Bagno, bo jeśli nie będziesz się ruszać to być może nie utoniesz. W Państwie Polskim powinien sprawować pieczę król z twardą ręką a nie przekrzykujący się pijaczki spod budki z piwem którzy łącznie mają większe prawo głosu niż wykształcony profesor. "Aż śmiać się chce i rzygać" [cyt. A. Sapkowski]
Subskrybuj:
Posty (Atom)